Cudowna moc prac ręcznych

Kiedy byłam mała ulice zasiedlali swoimi warsztatami najróżniejsi rzemieślnicy. Była krawcowa, szewc, kaletnik i zegarmistrz, ale też wielu bardziej dla mnie tajemniczych. Przez lata poznikały niewielkie miejsca, w których można było naprawić cenne przedmioty, albo zamówić coś nowego. Zachwyciliśmy się masowa produkcja, uwiodły nas przystępne ceny za pozornie taka sama jakość. Zniknęli mistrzowi i ich uczniowie. A my przyzwyczailiśmy się do masówki połączonej często z jednorazowością.

Przez kilka pierwszych lat transformacji wyrzucaliśmy stare meble ciesząc się z unifikacji danej nam przez szwedzki sklep. I nie wiem dokładnie co się wydarzyło. Czy kryzys zmusił nas do oszczędności? A może zatęskniliśmy za indywidualnością? Ta tęsknota za rękodziełem, wytworami rzemieślników pojawiła się i w Europie Zachodniej i Ameryce Północnej. Jedni zaczęli się brać za odnawianie mebli, inni chwycili za szydełko albo samodzielnie odnawiali mieszkanie. Można to wiązać z popularyzacja koncepcji slow life, czyli pochwały spokojnego życia, opartego na szacunku do producentów i produktów. To ruch slow zaczął na nowo wykorzystywać resztki z wczorajszego obiadu, a ze starych jeansów robić obicie fotela. Nagle okazało się, że tęsknimy za solidnym rzemiosłem i starannie wykonanymi produktami. Nie ma znaczenia, czy będzie to ręcznie dziergany sweter, odnowione biurko czy domowy chleb na zakwasie.

Za rzemiosłem zatęskniło pięć młodych kobiet w Warszawie. Najpierw każda z osobna, z bardzo rożnych motywacji zaczęła uprawiać swoje rękodzieło, z czasem zaczęły się wspierać aż postanowiły zbudować wspólną pracownię. I tak powstały Majsterki Usadowiły się w industrialnych wnętrzach dawnej drukarni PAP. Zaczęły od remontu, potem przyszła kolej na urządzanie, ustawianie imadeł, maszyn, stołu krawieckiego i wieszania w zdyscyplinowanych rzędach najróżniejszych narzędzi. Stworzyły, to czego im brakowało - miejsce, do którego można przyjść i zrobić coś bardzo nam potrzebnego. W mojego pobytu u Majsterek mogłam podpatrzeć jak zrobić karuzelę dla niemowlaka (moim zdaniem nie ma ona wieku!) albo wieszak na ręczniczki w kuchni z kawałka odpadowej deski i pięknych gałek.

Otaczał mnie szum, śmiech i pomaganie sobie w pracy. Na otwarcie pracowni wpadli blogerzy wnętrzarscy, ale tez zaprzyjaźnione z Majsterkami twórczynie Ministerstwa Dobrego Mydła.
Sama uwielbiam prace ręczne. Mam za sobą i układanie kafli i szycie i renowacje starego stołu. Za każdym razem kiedy biorę się za taka prace najpierw się denerwuje, poszukuje podpowiedzi mistrzów, a potem mozolnie krok po kroku robię to co trzeba. Co jest w takiej pracy, że tak nas wciąga? Nie ma jednej odpowiedzi. Dla jednego, to będzie prosta oszczędność, bo zamiast wydawać kasę na nowy stół, odnowi zdezelowany po babci, a drugiego zachwyci się oryginalnością, tym, że abażur, który zrobił jest niepowtarzalny. Jeden i drugi po ciężkiej pracy dostanie nagrodę - ukończone dzieło. Ważne jest to co daje nam sam proces tworzenia. Pozwala na chwile rozmowy z samym sobą, na zastanowienie. Bo przecież trzeba zrobić solidny plan, gromadzić materiały i sprzęt. Poszukać wskazówek albo mistrza, który nas nauczy jak zrobić lampę, odnowić okno albo upiec chleb. Ale najważniejsze jest poczucie satysfakcji ze skończonego dzieła. Często w codziennym zabieganiu gubimy konkretny cel. Chodzimy do pracy i realizujemy jakiś fragment większego planu, nie dotykając bezpośrednio końcowego efektu, jakim jest wartość firmy na odległej giełdzie. Rzadko mamy szanse na konsumowanie efektów, a sama pensja nie wystarcza, żeby dostarczyć nam radości z wykonanej pracy. Tymczasem w pracowni stolarskiej, krawieckiej czy domowej piekarni na koniec widzimy gotowe, użyteczne dzieło. Za godziny ciężkiej pracy dostajemy fantastyczną nagrodę - namacalny efekt naszej pracy, coś co psychologowie nazywają poczuciem sprawstwa, czyli świadomość wpływania na nasze otoczenie. Bo jak inaczej nazwać położenie świeżo upieczonego chleba na własnoręcznie wyhodowanym zakwasie i położenie go na zrobionej osobiście paterze? Zabierajmy się więc za prace ręczne! Piłujmy, lepmy, szlifujmy i zaplatajmy. Dbajmy o drugie życie przedmiotów, doceniajmy wartość solidnych i otaczajmy się użytecznymi, pięknymi i unikalnymi przedmiotami.
Trwa ładowanie komentarzy...